Gdy w ubiegłym roku Dynamik oficjalnie ogłosił, że kończy swoją działalność, można było przypuszczać, że niejeden zespół zamarzy o tym, żeby namówić do gry u siebie któregoś z wciąż aktualnych mistrzów Polski. Na półmetku sezonu 2020 można powiedzieć, że ci, którym się udało, nie mogą żałować swojej decyzji. Liderzy lig A, B oraz C – łączy ich posiadanie w swoim składzie byłych graczy Dynamika. Jak toczą się obecnie losy zawodników, którzy na cztery lata zdominowali rywalizację w Futbol-Arenie i jak bardzo wpływają oni na siłę swoich nowych zespołów? Sprawdzamy.

Fortuna Puchar Polski 2019 to jeden z ostatnich wielkich triumfów Dynamika, który kilka tygodni później potwierdził swój status podczas krajowego championatu, a następnie dotarł do finału Ligi Mistrzów w słoweńskim Mariborze. Dziś wiemy już także, że rok 2019 był ostatnim, w którym mogliśmy podziwiać występy tej drużyny, która została wygaszona jako projekt, ale nie jako poszczególni ludzie. Ze zdjęcia powyżej siedmiu zawodników wciąż gra na różnych szczeblach rozgrywek, dwóch kolejnych jest wpisanych do składów, ale na boiskach przy Wojska Polskiego czy Rydygiera wciąż rywalizują inni, którzy tworzyli dynamiczną legendę.

Kibicom toruńskiej piłki zawodników Dynamika nie trzeba nikomu przedstawiać i na pewno był czas, gdy Messenger czy telefon na niektórych smartfonach potrafił zużyć dość spore zapasy baterii. Nic dziwnego, namówienie do gry w swoim zespole mistrza Polski czy zwycięzcy Ligi Mistrzów, musiało stanowić całkiem atrakcyjną wizję i to niekoniecznie ze względów wyłącznie sportowych. Na podstawie rozmów kuluarowych można jednak stwierdzić, że większość “kart zawodniczych” rozeszła się dość szybko i szansa na zakontraktowanie “Dynamicznego” dla randomowej ekipy nie była zbyt duża. Na razie wygląda na to, że nawet w różnych drużynach, ale jednak zwycięskich genów nie tak łatwo oszukać – Bartist Toruń przewodzi dziś Lidze A, Mokre Mucha Team to lider Ligi B, z którym za chwilę może zrównać się Navita Team, natomiast w Lidze C na szczycie tabeli widnieje Piotrowski Team. Wszystkie te drużyny można dziś uznać za beneficjentów sytuacji, w której spora część zawodników Dynamika swojego czasu w tamtym projekcie uznała się za spełnionych.

Jeśli szukać analogii do dużego boiska, to należałoby uznać, że licencję Dynamika przejął Bartist Toruń, uwiarygodnieniem którego siły była osoba Krzysztofa Elsnera. O samym zespole sporo pisaliśmy już tutaj i od tej pory zmieniło się tylko tyle, że Bartist jeszcze bardziej umocnił swoje aspiracje. “Pyda” zdołał namówić do gry między innymi Marcina Mrówczyńskiego oraz Macieja Jankowskiego, którzy potrafili być kluczowymi postaciami Dynamika podczas najważniejszych turniejów i to właśnie oni mieli spory wkład do tego, że Bartist jest liderem Ligi A. Wiele wskazuje ponadto na to, że walka o złoty medal może rozstrzygnąć się właśnie między tym zespołem a Jakubskim, ponieważ cała reszta elity zdążyła już zanotować dość istotne straty punktowe.

W porównaniu do innych zespołów, do których rozeszli się “Dynamiczni”, Bartist od początku nie ukrywał, że chociaż personalnie jest bardzo różnym tworem od dominatorów Futbol-Areny, to chce utrzymać swoje cele – bić się o mistrzostwo i rywalizować na arenie ogólnokrajowej. Trudno spodziewać się, by to było możliwe choćby bez Elsnera, który w siedmiu pierwszych kolejkach pięciokrotnie zgarniał wyróżnienie dla MVP spotkania. W przyszłości można ponadto oczekiwać, że doświadczenie “Mrówy”, “Jankesa” czy Łukasza Błaszkiewicza pomoże także reszcie, ponieważ oni smak walki z najlepszymi w Polsce znają już całkiem nieźle.

Zdecydowanie największym beneficjentem zakończenia misji Dynamika okazało się Mokre. Od dłuższego czasu można było usłyszeć, że żółto-niebiescy zagięli parol na Tomasza Zielińskiego, w ślad za którym miałby podążyć Karol Kułacz. Już te dwa wzmocnienia mogły sprawić, że zawodnicy Mokrego będą mogli przypomnieć sobie czasy, gdy wygrywali Futbol-Arenę (która wówczas była jeszcze TALO). Do tego duetu dołączył jeszcze Sylwester Gęgotek, a to oznaczało, że “Mucha Team” stworzył prawdziwy gwiazdozbiór jak na B-ligowe warunki.

Tomasz Zieliński (Mokre Mucha Team): Kiedyś podczas luźnej rozmowy z Muszką obiecałem, że jak odejdę z Dynamika, to przyjdę mu pomóc. I słowa dotrzymałem. Duże znaczenie miał też, że kapitanowi udało się namówić na przyjście Karika. Z Karolem gramy razem od dłuższego czasu, świetnie rozumiemy się na boisku i poza nim, dlatego fajnie, że będziemy to kontynuować.

Potwierdzenie tych słów znaleźliśmy już w pierwszej akcji sezonu w meczu Mokrego, ale o znaczeniu byłych “Dynamicznych” najlepiej świadczą statystyki. Najlepsi strzelcy drużyny? Kułacz, Zieliński, Gęgotek. Najlepsi asystenci? Zieliński, Kułacz. Najwięcej MVP? Kułacz, Zieliński. Nie ma co ukrywać – nagromadzenie takich zawodników musiało przynieść piorunujący efekt, zwłaszcza że od samego początku było widać, że nie przyszli oni tylko na lekki rozruch, ale od pierwszego meczu chcieli mieć jak najbardziej pozytywny wpływ na wyniki Mokrego.

Mokre “Mucha Team” to jednak nie tylko trójka z Dynamika. Już w zeszłym sezonie Michał Muchewicz zadbał o całkiem niezłą paczkę, która długo ocierała się o miejsce medalowe. Poza wspomnianym triem do zespołu dołączył Jakub Wiśniewski, do gry po dwuletniej przerwie wrócił Miron Szewczyk, a reszta drużyny jakby poczuła się zobowiązana do większej mobilizacji. W efekcie Mokre jest dziś liderem Ligi B i wygląda na to, że w kolejnym sezonie ma szansę znów zagrać w elicie, po sześciu latach niebytu.

Tomasz Zieliński (Mokre Mucha Team): Do awansu jeszcze daleka droga. Mamy naprawdę wyrównaną ligę i wszystko może się zdarzyć. Jeśli miałbym być szczery, to myślę, że z tym składem moglibyśmy bić się o medale w Lidze A. Tylko mi to już naprawdę nie jest do niczego potrzebne. Mieliśmy na sobie presję wygrywania przez kilka lat. Stworzyliśmy projekt, który narobił hałasu w całej Europie. Teraz gram tylko i wyłącznie dla przyjemności. Wiem, że wszyscy widzą w nas faworyta do wygrania Ligi B, ale ja już podchodzę do tego na spokojnie. Co będzie, to będzie. Ważne, żeby atmosfera w drużynie była na najwyższym poziomie.

Kolejną z drużyn, którą można uznać za pochodną Dynamika jest Navita Team, choć ona tworzyła się w zupełnie innych okolicznościach. Kapitan zespołu, Daniel Paprocki oraz Marcin Tokarski swoją przygodę z Dynamikiem zakończyli bowiem już po wygranej Lidze Mistrzów w 2018 roku. Na sezon Jesień 2019 z udziałem ich oraz kierownika Radosława Masłowskiego powstała Navita, która swoją przygodę z Futbol-Areną zaczęła od Ligi C.

Daniel Paprocki (Navita Team): Generalnie drużyna powstała z myślą o tym, żeby spotykać się co tydzień w fajnym gronie, bez jakiegoś ciśnienia na wynik i konkretny cel. Wiadomo, że piłka nożna to w jakimś sensie zabawa, a ja osobiście lepiej się bawię gdy wygrywam. Ostatnio przegraliśmy mecz, ale właśnie podejście było fajne, że nikt nie miał pretensji do siebie, że dzień poprzedni był mocno procentowy albo było nas mało. W Dynamiku taka historia byłaby raczej nie do pomyślenia, bo wiedzieliśmy, że trzeba wygrywać, czasem kosztem przyjemności weekendowych.

Obecność byłych graczy Dynamika sprawiła jednak, że Navita w sposób kontrolowany przebyła przez Ligę C, na co wpływ miała też obecność kilku innych, mocnych nazwisk z doświadczeniem w Lidze A. Wiadomo było, że nowa Liga B stawia już naprawdę solidne wyzwania. Stąd przed obecnym sezonem w Navicie pojawili się Mateusz Waszak, Bartosz Komenda czy Nicolae Neagu, co w dość naturalny sposób stworzyło kolejny bardzo mocny zespół, który mimochodem lada moment może pojawić się wśród najlepszych, zwłaszcza że do kadry dopisany został Łukasz Waligóra. Jeśli Navita wygra zaległe spotkanie 7. kolejki, to na szczycie Ligi B dołączy do Mokrego, co stanowi dobry dowód na to, że nie tak łatwo “odzwyczaić się” od wygrywania.

Daniel Paprocki (Navita Team): Liga B jest idealnie skrojona pod naszą drużynę, bo w większości mamy już swoje lata, motorycznie jesteśmy już słabsi. Ja do każdego meczu podchodzę tak samo, bez względu na rodzaj Ligi i jakby trzeba było, to bym robił wszystko, żeby wygrywać w lidze A. Chociaż nie wiem, czy miałbym wtedy taką satysfakcję z gry jak obecnie, ale jesteśmy w Lidze B i nie wybiegam tak daleko w przyszłość.

Ślady po Dynamiku odnajdujemy także w Lidze C, gdzie powędrowali Bartłomiej Granat oraz Artur Jankiewicz. Drugi z nich zaliczył niejako powrót, ponieważ już wcześniej bardzo długo grał w Atletico Moment Finanse, natomiast dla Granata jest to pierwsze wyjście poza Ligę A. Wcześniej czy to w barwach Klajmeksów-Rubinkowo, Baumatu czy Dynamika – zawsze grał w najwyższej klasie rozgrywkowej. Teraz obaj bronią barw Piotrowski Team.

Bartłomiej Granat (Piotrowski Team): Na transfer na pewno miał wpływ fakt, że drużynę przejął mój bardzo dobry kolega, Tomek Piotrowski oraz możliwość ponownej gry z Magilem i Szczurkiem. Była bardzo konkretna propozycja z Ligi A, od wiodącej drużyny, jak również zapytania z niższych lig, ale po rozwiązaniu Dynamika nie widziałem sensu grania w innym zespole z Ligi A.

Piotrowski Team to nieco inna historia, ponieważ w przypadku tej drużyny pierwsze miejsce w tabeli po prostu wreszcie oddaje potencjał zespołu. Nie bez znaczenia jest jednak obecność przede wszystkim Granata, który na tę chwilę jest drugim najlepszym strzelcem oraz najlepszym asystentem czerwono-białych.

Jak widać, większość zawodników Dynamika nie potrafiła “ot tak” rzucić grania i rozstać się z Futbol-Areną, bowiem dziś spośród nazwisk jednoznacznie i regularnie kojarzonych z tym zespołem na dobre brakuje tylko kontuzjowanego Mateusza Skibińskiego, Grzegorza Pakulskiego oraz Łukasza Waligóry, którego zapewne wkrótce można wypatrywać w barwach Navity. Poza nimi z radarów zniknęli głównie “zadaniowcy” na najważniejsze turnieje jak Tomasz Kriezel, Wojciech Springer, Kamil Piotrowicz czy Arkadiusz Stępień.