Bardzo możliwe, że to był najlepszy sezon Ligi A w historii Futbol-Areny, przede wszystkim pod względem piłkarskim. Już dawno faworyci nie mieli tak trudno, a beniaminkowie nie okazali się tak mocni, by jeden z nich zakończył rozgrywki na podium. I niby emocji nie brakowało, układ tabeli zmieniał się niemal co tydzień, a i tak na czele jesień zakończyli Dynamik oraz Jakubskie. Sensacyjne trzecie miejsce dla Huraganu Toruń!

Podsumowanie sezonu Jesień 2019 dla Ligi A przedstawiamy w formie oceny każdego z zespołów. Zobaczcie, jak ta runda wyglądała w naszej opinii, a na końcu możecie również sprawdzić nominacje do nagród indywidualnych.

Dynamik Herring Toruń: Raz, dwa, trzy… osiem! Po raz ósmy z rzędu Dynamik sięgnął po mistrzostwo ligi, choć tym razem można powiedzieć, że jest to tytuł naprawdę wyszarpany. Jeszcze nigdy ten dominator rozgrywek nie tylko toruńskich, ale i ogólnopolskich, nie musiał zmagać się z aż takimi problemami kadrowymi. Dynamikowi we znaki dało się zaangażowanie kilku kluczowych dotychczas zawodników w futsalowy TAF, przez co w kilku spotkaniach grał on nie tylko gołą szóstką, ale także bez nominalnego bramkarza, a ponadto w trakcie sezonu musiał ratować się transferem Krzysztofa Gabryszewskiego. Tym większe słowa uznania dla faktu, że raz jeszcze ta eksportowa drużyna Torunia pokazała wielką klasę oraz mentalność zwycięzców. Dynamik pokazał, że jest czymś więcej niż tylko kombinacją znakomitych indywidualności. Gdyby nie kolektyw i ogromna, boiskowa inteligencja, nie byłoby zwycięstw nad Huraganem czy Nankatsu, gdzie wszyscy spodziewali się kłopotów mistrza. Po raz pierwszy w swojej historii Dynamik przegrał dwa spotkania w jednym sezonie, ale i tak obronił złoto. Przez większość jesieni się męczył, odzyskawszy taką prawdziwą radość z grania dopiero w ostatniej kolejce podczas starcia z Galacticos, które wyglądało bardziej na benefis aniżeli mecz o punkty. Przypadek?

Tomasz Zieliński (Dynamik Herring Toruń): Ten sezon był dla nas bardzo ciężki. Kolidowanie terminów sprawiło, że często mieliśmy ogromny problem z ukulaniem sześciu osób na mecz. Szczerze mówiąc, gdyby nie Krzysztof Gabryszewski, nie wiem, czy udałoby nam się wygrać ligę, a już na pewno oddalibyśmy jakiegoś walkowera. Koniec końców wygraliśmy ligę, uniknęliśmy walkowerów i możemy cieszyć się z kolejnego mistrzostwa. Myślę, że obroniło się to, co mówiliśmy już parę razy. Ściągając kogoś do Dynamika, szukamy wzmocnień, nie uzupełnień. Mamy szeroką kadrę i w tym sezonie jednym z liderów był jeden z najbardziej niedocenianych ludzi w tej lidze, Bartłomiej Granat. Strzelał w najważniejszych meczach i był zawsze, gdy potrzebowała go drużyna. Grzesiu Pakulski wrócił po kontuzji i stanął w bramce, a gdy mógł bronić Skiba, to Paki zaczął strzelać po trzy bramki na mecz. Wszyscy dołożyli swoją cegiełkę i pokazaliśmy, że nawet w bardzo ciężkich dla nas momentach wspólnie znajdziemy rozwiązanie i damy radę walczyć o najwyższe cele.

Jakubskie Toruń: Dla Jakubskiego był to niezwykle szarpany sezon, o czym najlepiej świadczy fakt, że dopiero w trzech ostatnich meczach rozgrywek udało mu się odnieść trzy kolejne zwycięstwa. Zespół Radosława Goca miewał zarówno problemy kadrowe, jak i po prostu chwile dekoncentracji, a czasami po prostu brakowało mu szczęścia, jak choćby w meczu przeciwko Toruń Shore, gdzie ogrom sytuacji udało się przełożyć tylko na jednego gola. Bez wątpienia kluczowym elementem jesieni dla Jakubskiego była rywalizacja z Extra Paintballem i wyjście ze stanu 0:4. Wartościowym wzmocnieniem okazał się Adrian Zuchniewicz, który był rozważany do nominacji na odkrycie sezonu, choć w najważniejszych momentach Jakubskie mogło liczyć przede wszystkim na niezwykle pewnego w bramce Jakuba Matczaka oraz niezawodnego Macieja Dudka, który ma okazję dokonać niezwykłej rzeczy i sięgnąć po trzecie MVP z rzędu. Ostatecznie górę wziął kolektyw, ponieważ zespół ten miał kilka momentów, w których mógł załamać ręce i stracić nadzieję na medal, a jednak konsekwentną grą do końca zdołał wskoczyć na drugie miejsce.

Huragan Toruń: Takiej niespodzianki na podium Ligi A nie było już bardzo, bardzo dawno. Jeszcze na początku tego sezonu pisaliśmy, że od dłuższego czasu medale w elicie najczęściej zagrabiała dla siebie “wielka czwórka”, do której raz dołączyli tylko Big Bulls. Przed sezonem można było szukać innych kandydatów do podium, ale raczej mało kto wskazywałby tu na beniaminka. Huragan wygrał tym, czym przez dłuższy czas sukcesy odnosili Galacticos – był niezwykle solidny w meczach z ekipami z dołu oraz środka tabeli. Drużyna Adama Czajkowskiego w rywalizacji z dolną połową Ligi A nie straciła ani jednego punktu, dzięki czemu na drodze do medalu nie stanął jej nawet dość słaby bilans przeciwko Top6 – z tej strefy ograli wyłącznie Big Bulls.

Adam Czajkowski (Huragan Toruń): Nie przypuszczaliśmy, że ten sezon w naszym wykonaniu będzie aż takim zaskoczeniem. Powtórka takiego wyniku nie będzie łatwa, przepracujemy zimę, a na wiosnę zrobimy wszystko, żeby wypaść jak najlepiej. Każdy z osobna dołożył cegiełkę do tego sukcesu.

Big Bulls Kowalewo: “Byki” mają czego żałować, ponieważ nie sposób nie odnieść wrażenia, że w tym sezonie obudzili się oni nieco za późno. Trzy z czterech porażek zanotowali już w pierwszych pięciu kolejkach i to wystarczyło, żeby zgubić zbyt dużo dystansu do podium. Drużyna z Kowalewa przeszła pewną metamorfozę, ale widać, że potrzebowała świeżej krwi, którą dał jej przede wszystkim Dawid Bocian. To on niejednokrotnie ciągnął ofensywę Big Bulls, jednak obok siebie miał kilku graczy, którzy ewidentnie byli głodni gry na fajnym poziomie w Lidze A. Można oczywiście zastanawiać się, jak Bullsi wyglądaliby, gdyby dodatkowo w obronie mieli do dyspozycji Bartosza Olkowskiego, ale na tę chwilę jest to ekipa, na której odrodzenie patrzyło się z przyjemnością. Zwycięstwa nad Dynamikiem czy Extra Paintballem nie były dziełem przypadku i na wiosnę Kowalewo może być jednym z głównych kandydatów do medali.

Nankatsu: Po raz kolejny okazało się, że z dużej chmury, jaką sprowadzili Nankatsu, spadł mały deszcz. Wiele wskazywało na to, że zespół Łukasza Lisewskiego naprawdę może powalczyć o podium, ale znów medale uciekły mu chyba przede wszystkim w głowach, czego najlepszym dowodem jest porażka z Dynamikiem – zarówno jej rozmiary, jak i styl, ponieważ nie sposób wytłumaczyć wyniku 2:8 z tak zdziesiątkowanym rywalem. W kontekście przyszłego sezonu Nankatsu mają jednak na czym budować optymizm, ponieważ już teraz zanotowali kilka wartościowych wyników – potrafili pokazać charakter przeciwko Jakubskiemu, Havanie czy Big Bulls. Wszystkie te prestiżowe mecze wygrywali różnicą jednego gola, więc jest tu potencjał na dobre granie, ale widać, że pomimo stosunkowo wysokiej średniej wieku, jako drużyna Nankatsu muszą jeszcze dojrzeć.

Havana/Fart-Produkt: Świetny początek sezonu, bardzo dobra gra przeciwko Dynamikowi, pokaz siły przeciwko Huraganowi… skoro więc był tak dobrze, to dlaczego skończyło się sporym niedosytem? Start rozgrywek wyglądał bardzo obiecująco, zwłaszcza że dość szybko spłacać zaczęły się Havanie letnie transfery, które obroniły się nie tylko piłkarsko, ale stanowiły też pewną kontynuację myśli, z jaką od pewnego momentu budowany jest ten zespół. Przez pierwsze 2/3 jesieni Havana miała momenty albo dobre, albo wręcz świetne, włączając w to choćby wygrane z Huraganem czy Galacticos, ale nie można myśleć o medalu, jeśli w trzech kolejnych meczach zdobywa się zero punktów i to w czasie gdy rywalami są Nankatsu, Drewce oraz Jakubskie. Pod względem poziomu gry było naprawdę nieźle, jednak Maciej Szymański może mieć spory ból głowy, ponieważ nie jest to pierwszy raz, gdy jego drużyna zawodzi w kluczowym momencie. Tak było wiosną, gdy przegrała ona wygrany mecz z Galacticos, tak było i teraz. W tym wypadku można mieć jednak wrażenie, że zespołowi zimą potrzebna będzie nie rewolucja, lecz odrobina cierpliwości.

Maciej Szymański (Havana/Fart-Produkt): Ten sezon dzielę na dwie części. Pierwsza – bardzo solidna, druga – zdecydowanie poniżej oczekiwań. Biorąc pod uwagę, że bardziej sami przegraliśmy szanse na medal, można uznać ten sezon za przegrany. Wierzę jednak, że na wiosnę wszystkich zaskoczymy.

FC Drewce Auto Spa Guzik: Na przestrzeni trzynastu kolejek Drewce zagrali praktycznie trzy różne sezony. Swój powrót do elity zaczęli z wysokiego “C”, ponieważ potrafili zdeklasować Nankatsu oraz zabrać punkty Jakubskiemu. Gdy wydawało się już, że drużyna Kacpra Kamińskiego znalazła właściwy kierunek, zaczęły się dla niej poważne schody i tylko jedna wygrana w kolejkach 3-8. Rewelacyjny dla Drewców okazał się jednak finisz – tam beniaminek wygrał cztery starcia, zostawiając w pokonanym polu Dynamik czy Havanę. Styl tego drugiego zwycięstwa pokazał, że ten wciąż młody zespół cały czas się rozwija i nawet miejsce w górnej połowie tabeli nie wyznacza granicy jego możliwości. Patrząc na problemy, z jakimi zmagał się w tym sezonie, siódme miejsce i tak jest naprawdę niezłe, a dodatkowym bonusem jest nominacja dla Łukasza Sikorskiego w kategorii “Odkrycie sezonu”, który wyróżniał się już wcześniej, jednak po raz pierwszy miał okazję sprawdzić się na tle Ligi A i jako atakujący zdał ten egzamin na bardzo wysoką ocenę.

FC Extra Paintball Toruń: Extra Paintball to jedno z największych rozczarowań tego sezonu. Kłopoty zespołu Tomasza Webera zaczęły się już na inaugurację rozgrywek, gdy przegrał on z Huraganem 2:5. Później niby wyszedł na prostą i na dobre wrócił do gry o medale, ale w drugiej połowie jesieni niemal stanął w miejscu. Zaczęło się od porażki z Dynamikiem, gdzie Paintball miał naprawdę duże szanse na zdobycz punktową, ale oddał zwycięstwo niemal w samej końcówce. Później przyszły też porażki z Havaną i Jakubskim i choć sama drużyna deklarowała chęć walki do końca, to ewidentnie uszło z niej powietrze. Extra Paintball może pocieszać się faktem, że nie grał źle, ale trafił na taki sezon, gdy jeśli cokolwiek miało pójść nie po jego myśli, to tak właśnie się działo. Nie pomogła nawet bardzo dobra dyspozycja Piotra Nowickiego, który do 7.-8. kolejki wydawał się jednym z faworytów do nagrody dla MVP sezonu. Paintball musi jednak naprawdę poważnie podejść do kolejnej kampanii, w której będzie miał do odrobienia sporą stratę, by w ogóle myśleć o wyjeździe na mistrzostwa Polski.

Tomasz Weber (FC Extra Paintball): Sezon był naprawdę przeciętny, a zwłaszcza końcówka, gdzie w mojej ocenie zabrakło tej mobilizacji na dwa ostatnie mecze. One były na spokojnie do wygrania przy odpowiednim podejściu każdego z nas. Niestety tak uciekło nam sześć punktów, dzięki którym na koniec zajęlibyśmy czwartą lokatę z minimalną stratą do miejsc 2-3. Nie wspomnę już o meczu z Havaną oraz Jakubskim, gdzie ponieśliśmy minimalne porażki, ale niestety zasłużenie piłkarsko. Na pewno będziemy chcieli wyciągnąć wnioski z tego sezonu i podejść na wiosnę bardziej zmotywowani na całą ligę, jak i zmobilizowani na każdy mecz. Musimy poprawić parę elementów w organizacji naszej gry, dzięki którym będzie grało się lżej. Mamy w miarę dobrą drużynę, więc wielkich transferów nie szykujemy, dojdzie na pewno jedna osoba, ale zdradzać jej nie będziemy. Ważne będzie wejście w sezon, żeby nie przyjść jako wicemistrzowie Torunia, gdzie przychodzi Huragan i nas zdmucha, ale myślę, że żadne zjawisko w lidze nas nie zaskoczy i nie popełnimy tych samych błędów.

MTL Dom Stali Nierdzewnej: To miał prawo być naprawdę nieprzyjemny sezon dla Stali Nierdzewnych, którzy poprzez wyjazd na mistrzostwa Polski dobili niejako do górnej granicy swoich możliwości. Chyba jednak ani kapitan Paweł Rapciewicz, ani jego koledzy nie spodziewali się, że niemal do samego końca przyjdzie im walczyć o utrzymanie. Obudzili się bardzo późno, ponieważ – jakby nie patrzeć – przez sierpień, wrzesień i październik zdołali odnieść zaledwie dwa zwycięstwa, w tym jedno nad Em3dachem, z którym w tym sezonie wygrywał każdy. Poniekąd Stalom do przeciętnej wartości zaczęła dążyć suma szczęścia, ponieważ tam, gdzie w poprzednim sezonie mieli sporo farta, teraz tego farta zdecydowanie im brakowało. Okazało się też, że coraz trudniej jest w Lidze A o to, by grę ciągnął praktycznie jeden zawodnik (Mateusz Wróblewski), stąd Stale poprawiły swój bilans dopiero, gdy na wyższe obroty weszli Piotr Kiełbasiewicz oraz Bartosz Drewka. Ten sezon pokazał, że Stalom przydałoby się chyba nieco świeżej krwi, jeśli za chwilę nie chcą oni sprowadzić swojej roli wyłącznie do unikania spadku.

Galacticos Lizard King: Galacticos w tym sezonie powalczyli o miano, do którego na pewno nie było im spieszno – największego rozczarowania sezonu. Ani okno transferowe, ani początek jesieni nie zwiastował aż takich problemów dla drużyny Jakuba Jędrzejewskiego, zwłaszcza po wygranych nad Drewcami czy Big Bulls, po których wydawało się, że droga w górę tabeli jest tylko kwestią czasu. W ważnym momencie “Galaktyczni” zaczęli też mieć problemy kadrowe, czego efektem była chociażby nadzwyczaj łatwa porażka z Havaną. Widać było, że w tym zespole coś się zacięło i w trakcie rozgrywek nie za bardzo jest on w stanie zareagować na problemy. Na ratunek przyszły wygrane nad spadkowiczami, jednak nie zmieniają one faktu, że już na półmetku rywalizacji Galacticos niemal pogrzebali swoje szanse, by latem zgarnąć przepustkę na mistrzostwa Polski i to może boleć najbardziej.

Jakub Jędrzejewski (Galacticos Lizard King): Co do oceny sezonu w naszym wykonaniu, to ciśnie się na usta tylko jedno słowo: DRAMAT. W lipcu walczyliśmy o wyjazd na ścisły finał MP, a kilka miesięcy później broniliśmy się do końca, aby uniknąć baraży. Myślę, że główną przyczyną słabszego sezonu było, delikatnie mówiąc, słabe przygotowanie fizyczne do rozgrywek oraz problemy frekwencyjne, które głównie dotyczyły spotkań sparingowych, co niewątpliwie przełożyło się na wyniki w lidze. Co do pomysłu na wiosnę, sądzę że nic nie da się zmienić bez ciężkiej pracy i chęci. Jeśli podejdziemy poważnie i przygotujemy się odpowiednio do sezonu, uważam że jesteśmy w stanie wrócić na swoje miejsce. Pytanie powstaje tylko, czy nam się będzie chciało chcieć. Ale na to musi już sobie odpowiedzieć każdy zawodnik związany z Galacticos.

Hacom Toruń: Na pewno nie tak wyobrażał sobie beniaminek układ tabeli na koniec sezonu. Przede wszystkim dlatego, że zaczął go dobrze na tyle, że w pewnym momencie myślał nawet o medalach. I trudno się temu dziwić, ponieważ w Ligę A wszedł bez najmniejszych kompleksów i po meczach z Drewcami czy Galacticos musiał zyskać dodatkową porcję energii. Druga część rozgrywek to jednak totalna porażka, a dokładniej sześć porażek w siedmiu meczach, czyli wynik, który skutkować koniecznością gry w barażu. W nim z kolei Hacom ledwo, ledwo ograł Promil Turzno, przeciwko któremu był przecież zdecydowanym faworytem. Beniaminka musi martwić fakt, że na tle Ligi A zaskakująco bezradny okazał się Krystian Belzyt, który przez cały sezon nie zaliczył ani jednej asysty. Później z kolei można było odnieść wrażenie, że gra ze sobą obrzydła większej liczbie graczy, dlatego Radosław Zaleśkiewicz powinien cieszyć się przede wszystkim z tego, że Hacomowi udało się utrzymać A-ligowy byt, ponieważ pod względem indywidualności jest to zespół, który powinien grać z najlepszymi. Jeśli zimę wykorzysta na zresetowanie głów, to na pewno ma na czym budować naprawdę solidny twór.

Toruń Shore: Wydawało się to nieprawdopodobne, ale Toruń Shore był naprawdę bliski zyskania statusu nieśmiertelności. Gdy już spadł na boisku, z pomocną dłonią przyszła mu afera z Klinowcami, ale i to okazało się za mało. Po wielu sezonach ratowania się w różnych okolicznościach zespół Jakuba Adanowicza żegna się z Ligą A i trzeba przyznać, że jest to wynik zasłużony. Owszem, Toruń Shore miewali niezłe momenty, jak choćby heroicznie wyrwany remis Jakubskiemu, ale zdecydowanie zbyt często prezentowali po prostu za mało. Latem nie udało im się znaleźć skutecznej recepty na problemy z frekwencją i znów oglądaliśmy sytuacje, w które Shore’y byli w stanie walczyć do 25.-30. minuty, a później odcinało im prąd. Najzwyczajniej w świecie – poziom dolnej połowy tabeli Ligi A wzrósł zbyt bardzo, żeby do utrzymania wystarczył zryw w dwóch czy trzech meczach.

Jakub Adanowicz (Toruń Shore): Zdecydowanie najgorszy sezon, jaki do tej pory mieliśmy, pod każdym względem. Standardowo masa kontuzji kluczowych graczy, fatalna frekwencja pozostałych i gdyby nie kilka osób, które ponad wszystko stawiają sobie dane słowo, nie dogralibyśmy sezonu do końca. Niedługo mamy spotkanie, na którym zapadną decyzję dotyczące dalszej przyszłości drużyny. Do tego momentu każdy ma przemyśleć wszystko i określić się co chce robić.

Em3dach: Ten sezon wyjątkowo brutalnie zweryfikował Em3dach. Zespół Macieja Gaszkowskiego na boisku nie zdołał wyrwać ani jednego punktu, choć jesień w jego wykonaniu na pewno nie była aż tak fatalna. W pojedynczych meczach potrafił on pokazywać charakter, ale to było za mało. Trudno grać w Lidze A, jeśli na blisko połowie spotkań zespół nie dysponuje nominalnym bramkarzem, a i frekwencja reszty często pozostawiała sporo do życzenia. Mieliśmy okazję się przekonać, że “Dachy” to ekipa doświadczona i czasami potrafi nawiązać rywalizację, ale jesienią zrobiła sporo, by zakończyć ten sezon spadkiem. Można jednak wierzyć w to, że nie był to jej ostatni występ w Lidze A.

Zwycięzcy klasyfikacji indywidualnych

Król strzelców: Dawid Bocian (Big Bulls Kowalewo)

Najlepszy asystent: Janusz Olach (Havana/Fart-Produkt)

Nominacje do nagród indywidualnych

Odkrycie sezonu: Janusz Olach (Havana/Fart-Produkt) / Łukasz Sikorski (FC Drewce Auto Spa Guzik)

Zawodnik defensywny: Rafał Więckowski (Huragan Toruń) / Tomasz Zieliński (Dynamik Herring Toruń)

Bramkarz: Jakub Matczak (Jakubskie Toruń) / Mateusz Skibiński (Dynamik Herring Toruń)

MVP: Dawid Bocian (Big Bulls Kowalewo) / Maciej Dudek (Jakubskie Toruń)